środa, 29 stycznia 2014

Raffaello

Trochę Was głodomory zaniedbałam, ale niestety jest to konsekwencja tego, że w końcu znalazłam pracę! Jestem potwornie szczęśliwa. Mam tylko nadzieję, że nie wyczerpałam już limitu szczęścia na ten rok. :) 

Dziś mam dla Was jeszcze przepis na tort Raffaello. Mocno kokosowy, z ogromną ilością bitej śmietany i gorzkiej czekolady. I przy tym - UWAGA! - wcale nie słodki! 




Niebawem wrzucę także nieco lżejsze przepisy na jakieś dobre obiadki, bo jak każda prawdziwa kobieta postanowiłam przejść na dietę. ;) Dieta jednak wcale nie oznacza, że jedzenie nie może być smaczne. Już niedługo Wam to udowodnię. 

Na zrobienie ogromnego tortu Raffaello potrzebujemy: 

Na JEDEN blat kokosowy (ja miałam trzy blaty :P ) 

* 4 białka
* pół szklanki wiórków kokosowych
* pół szklanki cukru 

Masa ( na 3 kokosowe blaty!)
* 2 LITRY śmietany 36% (bezwzględnie ma to być 36, a nie 30, bo masa się rozpłynie) 
* półtorej tabliczki gorzkiej czekolady 
* 4 cukry wanilinowe 

Do dekoracji: 
* wiórki kokosowe 
* wisienki kandyzowane, raffaello, czy co tam chcecie ;) 

Zaczynamy od upieczenia kokosowych blatów. Pamiętajcie, że podane wyżej składniki są na JEDEN blat kokosowy. Ja upiekłam trzy i składniki na masę są podane na trzy blaty. :) Trochę to skomplikowane, ale wierzę, że to ogarniecie. :P 
Okej, wracając do pieczenia blatów... Białka ubijamy na sztywną pianę, dodajemy cukier, dokładnie miksujemy, następnie dodajemy wiórki kokosowe i dokładnie mieszamy łyżką. Przelewamy do brytfanny, wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do nagrzanego piekarnika (190 stopni) na około 15-20 minut. 
Blatów pieczemy tyle, ile nam się podoba. :P 
Kiedy wystygną bierzemy się za robienie masy. Ubijamy śmietanę 36%(!) razem z cukrami wanilinowymi. ( jeden cukier na pół litra śmietany). Ubijamy do momentu kiedy będzie mocno gęsta i hmm matowa, nie lśniąca. Śmietanę w garnku dzielimy na 4 części. Składamy: blat kokosowy, ubita śmietana, pierwsza część śmietany i na to ścieramy gorzką czekoladę,potem nakładamy kolejny blat, śmietanę i startą czekoladę. Pozostała część śmietany ma służyć do dekoracji. :) 
Ciasto jest bardzo proste, ale cholernie pracochłonne. Ale myślę, że warto! :))
Kuchnia wygląda zazwyczaj jak po przejściu kokosowej burzy śnieżnej, no ale czego to się robi, żeby dopieścić podniebienie. :) 



Ponadto zapraszam oczywiście do polubienia mojego fanpage'a na facebook'u. Dzięki temu będziecie na bieżąco z tym co tworzę aktualnie w swojej kuchni. ^^ 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Pieczarki faszerowane z boczkiem

Muszę Wam się pochwalić od razu. DOSTAŁAM PRACĘ! W końcu, po prawie ponad roku mam zajęcie i nie nudzę się w domu. Póki jeszcze chodziłam na studia tak bardzo mi to nie doskwierało, ale kiedy je skończyłam już miałam dość siedzenia w domu. No i tuż po Nowym Roku mi się udało. Mam tylko nadzieję, że nie wyczerpałam szczęścia dostępnego dla mnie na ten rok. :) 

Hmmm, co dziś? Coś szybkiego i pysznego. Jak to u mnie zazwyczaj. Faszerowane pieczarki z boczkiem, rodem jak z Pizzy Hut. Okej, może wielkością im nie dorównują, ale smakiem na pewno! :) 




Co potrzebujemy? 

* pieczarek (dużych!) w ilości jakiej tylko chcecie ( powiedzmy, że na osobę przypadają 3-4 pieczarki) 
* plasterków wędzonego boczku w ilości tej samej ile jest pieczarek
* ser żółty gouda w kostce
* szczypiorek do dekoracji i lepszych walorów smakowych ;) 

Pieczarki myjemy, obieramy, odcinamy nóżkę przy samym kapeluszu i delikatnie jeszcze łyżeczką wydrążamy. Ale nie za bardzo! Ser żółty ścieramy na tarce o średnich oczkach. Nóżkę pieczarki kroimy w drobną kosteczkę i mieszamy z utartym serem. Ilość startego sera powinna być mniej więcej podobna do ilości pokrojonych nóżek. 
Do kapeluszy nakładamy farsz z sera i nóżek. Na to kładziemy boczek. 
Pieczemy około 15 minut w 200 stopniach. Gotowe pieczarki posypujemy świeżym szczypiorkiem. Bon apetit! :) 





Zapraszam jeszcze raz do polubienia mojego fanpage'a na facebooku. Dzięki niemu możecie śledzić na bieżąco co dzieje się w mojej kuchni. :) 

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rollsy z serem i szynką

Będąc ostatnio w Pizza Hut zafascynowały mnie dwie rzeczy - pieczarki faszerowane i rollsy. Zaintrygowały mnie do tego stopnia, że jak najszybciej chciałam je zrobić po swojemu. I tak oto wczoraj mi się to udało. Wszystko wyszło naprawdę smaczne i o dziwo, zapychające. 



Dziś zamieszczam przepis na owe rollsy- mała rzecz a cieszy. Podawana jest w charakterze przekąski, ale naprawdę jest zapychająca. Ja wczoraj na trzy osoby zrobiłam 9 pieczarek i dwie tortille. Po sprawiedliwym podzieleniu i zjedzeniu nie mogliśmy się w ruszyć. ;) 
Moja wersja różni się nieco od oryginału, bo zamiast sera cheddar dałam goudę i zamiast rozmarynu dałam zioła prowansalskie. 

Na zrobienie mojej wersji potrzebujecie: 

* 2 placki tortilli 
* mozzarella tarta, lub w kulce i wtedy zetrzyjcie ją  na tarce o grubych oczkach
* ser gouda 
* zioła prowansalskie 
* 8 plasterków szynki konserwowej (lub jakiejkolwiek innej, którą lubicie) 
* majonez
* musztarda 

Kilka łyżek majonezu i musztardy razem wymieszać. Proporcje wedle uznania. Placki tortilli delikatnie przypiekamy na patelni, następnie ciepły placek smarujemy powstałym sosem, posypujemy startymi serami, układamy szynkę i znów posypujemy serami i dodatkowo jeszcze ziołami. Wszystko zawijamy w ciasny rulon i wkładamy do piekarnika. Zapiekamy 15 minut, w 200 stopniach, na termoobiegu. Jeżeli macie piekarnik bez termoobiegu temperaturę podkręćcie do 220 stopni. :) 
Podawać pokrojone na mniejsze kawałki, na gorąco z sosem majonezowo - musztardowym. :) 

Tak moi drodzy, to wszystko. Prawda, że łatwo i szybko? :) 

Zapraszam jeszcze raz do polubienia mojego fanpage'a na facebooku. Dzięki niemu możecie śledzić na bieżąco co dzieje się w mojej kuchni. :) 


sobota, 4 stycznia 2014

Domowe hot wings jak z KFC!

Żeby Was nie przesłodzić przepisami na ciasta to dziś podam magiczną recepturę, która pozwoli Wam odtworzyć dokładnie takie same - a nawet lepsze!- hot wings z KFC. 

Przepis ten dostałam wczoraj od mojego kuzyna, któremu nie do końca uwierzyłam, że da się odtworzyć ten smak. Postanowiłam zatem, że dzisiejszy obiad będzie baaardzo dietetyczny - skrzydełka z głębokiego oleju i frytki. No cóż, raz na jakiś czas można sobie na to pozwolić, ale jak wiadomo nie za często, bo zdrowiu to absolutnie nie służy. Nawet nie wyobrażacie sobie mojej miny, kiedy spróbowałam to co zrobiłam. Jak dla mnie smakuje to identycznie jak potrawy serwowane w KFC. ;) 




Podane niżej proporcje są proporcjami na 2 kg skrzydełek z kurczaka!

* 2 kg skrzydełek 
* 2 łyżeczki soli 
* Chili (pieprz cayenne) mielone w zasadzie całe opakowanie ;) 
* 3/4 szklanki mąki + mąka do panierowania 
* 150 ml mleka 
* 1 jajko 
* około 1,5 l oleju do smażenia 

Standardowo zaczynamy od oczyszczenia skrzydełek - lotki (tą końcówkę ostro zakończoną) odcinany i skrzydełko dzielimy na pół. Skórę zostawiamy tylko uważnie popatrzcie czy nie ma na niej piórek. Skrzydełka wsadzamy do miski i zasypujemy solą w ilości półtorej łyżeczki i pieprzem cayenne w zależności jak bardzo lubicie pikantne jedzenie. W każdym razie powinno Wam zostać co najmniej 1 łyżeczka płaska tej przyprawy na później. Kurczaka dokładnie z przyprawą i solą wymieszać i wstawić do lodówki na około 3 godziny. 
Po 3 godzinach robimy zalewę: mleko, 3/4 szklanki mąki, jajko, pół łyżeczki soli i łyżeczkę przyprawy dokładnie miksujemy ze sobą. Zalewa powinna mieć konsystencję mniej więcej taką jak ciasto na naleśniki. Skrzydełka zalewamy tą miksturą i wstawiamy jeszcze na 10 minut do lodówki. Do naczynia z przykrywką wsypujemy mąkę i układamy w nim 5-6 skrzydełek. Naczynie zamykamy i dokładnie i mocno nim wstrząsamy. Tak opanierowane skrzydełka wrzucamy na bardzo dobrze rozgrzany olej i smażymy 8-12 minut. Wyjmujemy na ręcznik papierowy, żeby trochę z tłuszczu obciekły i zajadamy się do woli. :) 

Ot, cała tajemnica. ;)



Stripsy robi się ponoć podobnie - piersi z kurczaka kroimy w paseczki, następnie robimy to samo co w przypadku skrzydełek tylko smażymy je krócej, bo od 5 do 7 minut. :) 

Nowych czytelników serdecznie zapraszam na mojego fanpage'a
Bądź na bieżąco z nowymi przepisami! :)

piątek, 3 stycznia 2014

Szarlotka na kruchym

Witajcie w Nowym Roku. Korzystając z okazji chce Wam życzyć, aby rok 2014 był dla Was bardzo radosny, zdrowy i przede wszystkim bardzo smakowity! :) 

Dziś chcę Wam podać przepis na rewelacyjną szarlotkę na kruchym cieście, którą zrobiłam i na święta i na Nowy Rok. Przepis znalazłam gdzieś w czeluściach Internetu. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wprowadziła kilku modyfikacji. Muszę przyznać, że jest to najlepsza szarlotka jaką udało mi się do tej pory zrobić! 




Składniki: 

* 450 g mąki tortowej 
* 150 g cukru 
* 250 g zimnego masła
* 3 żółtka
* szczypta soli 
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Ponadto: 

* 2 kg jabłek (najlepsze na szarlotkę są szare renety!)
* cynamon 
* 5 łyżek cukru trzcinowego

Jabłka umyć, obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Następnie podsmażać je z cukrem trzcinowym i cynamonem. Cynamon dodać wedle uznania. Ja osobiście go uwielbiam więc nie żałuję, ale jeśli ktoś nie przepada za nim to nie musi go dodawać. 
Do dużej miski lub na stolnicę wysypujemy mąkę, cukier, dodajemy masło, żółtka, sól i proszek do pieczenia. Ciasto wyrabiamy ręcznie, następnie dzielimy je na dwie części. Jedną część wsadzamy do lodówki. Na dużą brytfannę, wyłożoną papierem do pieczenia ścieramy na tarce o dużych oczkach jedną część ciasta. Startym ciastem dokładnie wyklejamy spód. Następnie spód podpiekamy w piekarniku nastawionym na 160 stopni (termoobieg) przez 20 minut. Po 20 minutach ciasto wyciągnąć, wyłożyć na nie jabłka, a na nie zetrzeć pozostałą część ciasta, która była w lodówce. Całość piec jeszcze przez około 40 minut. Gotowe, wystudzone ciasto oprószyć cukrem pudrem. 



Nowych czytelników serdecznie zapraszam na facebookowego fanpage'a! Bądźcie na bieżąco z nowymi wpisami na moim blogu! :)