sobota, 30 marca 2013

Ale jaja!

W ramach zadośćuczynienia za feralną babkę, postanowiłam nadrobić faszerowanymi jajeczkami. 
Babka została kupiona, jaja zrobione więc mogę spokojnie spać. 

Jutro i pojutrze będę przeżywała prawdziwe oblężenie w domu. Towarzystwo iście międzynarodowe. Ciotka i wujek z Anglii, kolejna ciotka (siostra tej poprzedniej) z wujkiem (? sama nie wiem jak go nazwać, może lepiej zabrzmi z mężem) z Austrii, no i oczywiście trochę polskich cioć i wujaszków. W poniedziałek podobnie. Także zapowiada się ciekawie.

A jaja wyszły przepyszne! Pierwsza zrobiła je moja droga Paulina, aczkolwiek trochę inaczej. Ale to od niej wzięłam inspirację! :) 

Potrzebujemy: 

* 10 jaj
* półtorej łyżki majonezu
* łyżkę musztardy 
* sól, pieprz do smaku 
* łyżeczkę octu jabłkowego 
* zieloną cebulkę, oliwki i słodką mielona paprykę

Jaja gotujemy na twardo, kroimy na pół, wydłubujemy żółtko. Do żółtek dodajemy majonez, musztardę, sól, pieprz, ocet jabłkowy i odrobinę papryki. Wszystko mieszamy i przekładamy z powrotem do białek. Dekorujemy mieloną papryką, zieloną cebulką (lub szczypiorkiem) i jeśli ktoś lubi to oliwkami. 


Pochwalę się Wam moim koszyczkiem, no bo dlaczego by nie! :) 

Pisanka od Pauliny też została poświęcona! I niech wszyscy wiedzą czyj to koszyczek jest! :) 



Życzenia i takie tam.

Na trzy ciasta, dwa się udały. Metrowiec/kromkowiec i sernik wiedeński. Babka... no cóż. Lepiej to zostawmy. :) 
Za to wiem, że będę ćwiczyć cały rok, żeby na kolejne święta Wielkanocne się udała! 

Właśnie się zbieram żeby iść z koszyczkiem, a potem czeka na mnie sałatka jarzynowa. 

Sałatka jarzynowa. Jej fenomen mnie fascynuje. W każdym domu smakuje inaczej, każdy robi ją po swojemu. Mimo, że składniki podstawowe są takie same u każdego jest inna. 

A Wy jak robicie sałatkę jarzynową? Co dodajecie? 

U mnie w domu to wygląda tak: marchew, pietruszka, seler, jajka, ogórki kiszone, cebula, łyżka-dwie musztardy, majonez ( kielecki!) i pieprz. 
Żadnych groszków czy kukurydzy. Najprostsze jest najsmaczniejsze! :) 

Chciałam Wam jeszcze życzyć wesołych świąt, pogodnych (mimo, że pogoda za oknem jest taka jaka jest), baranków, zajączków i kolorowych pisanek! 


czwartek, 28 marca 2013

Wielki Piątek.

Biorąc pod uwagę fakt, że jutro mamy Wielki Piątek co wiąże się z postem ścisłym - jeden posiłek do syta, dwa mniejsze - postanowiłam sobie przygotować pastę z tuńczyka, a że kocham ryby w każdej postaci to mogę jeść ją cały dzień.

Do zrobienia pasty z tuńczyka potrzebujecie:

* puszkę tuńczyka w sosie własnym
* 4 jajka ugotowane na twardo
* 4-5 łyżek majonezu
* sól, pieprz do smaku
(* swego czasu dodawałam też starty ser żółty, ale nie do końca mi to smakowało.)

Tuńczyka odsączamy, jajka ścieramy na tarce, dodajemy sól, pieprz i majonez. Wymieszać i gotowe! ;)
Czasami najprostsze przepisy są najlepsze i najsmaczniejsze!

Jutro też zabieram się za pieczenie. Słodkie menu wielkanocne w moim domu będzie wyglądało następująco: sernik wiedeński, kromkowiec/metrowiec i oczywiście bezwzględna królowa wielkanocnego stołu czyli staropolska, lukrowana baba!
Miał być też i mazurek, ale niestety okazuje się, że u mnie w domu raczej nikt za tym specjałem nie przepada. No cóż.

Jutro oczekujcie na przepisy na te pyszne ciasta i trzymajcie kciuki, bo babę robię po raz pierwszy!


poniedziałek, 25 marca 2013

Zeberka.

Dziś korzystając z okazji poniedziałku przed- wielkanocnego organizowanego przez Gosposię Klaudię upiekłam zeberkę. Każda z nas miała coś zrobić więc co ja innego mogłam zrobić jak nie ciasto?

Zatem zerwałam się dziś bladym świtem ( o 8:20) i po lekkim śniadaniu ( kiełbaska z cebulką smażone na patelni) zabrałam się za zebrę. O 9 byłam już cała w kakao, bo jak pamiętacie mój mikser oszalał.
Mało tego, byłam cała w nerwach, bo miały dziś być wyniki z egzaminu z prawa telekomunikacyjnego, które pisaliśmy we środę ( zdałam na 3, uff). Ciasto wygląda jakby przeszło trzęsienie ziemi, bo całe popękało, ale przykryło się je polewą czekoladową i jest okej. Tak myślę.
W smaku naprawdę super, ale nie dałam olejku rumowego, bo zapomniałam kupić. Ale i bez tego jest świetne. Mam nadzieję, że dziewczynom posmakuje. :)

Składniki na małą tortownicę:

* 5 jajek
* 2 i pół szklanki mąki
* szklanka cukru
* 200 gram roztopionego masła roślinnego
* szklanka 7up lub Sprite
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia
* cukier wanilinowy
* 3 łyżki kakao
* 2 łyżki mąki
* pół olejku rumowego

Na polewę:

* tabliczka gorzkiej czekolady
* 4-5 łyżek mleka
* łyżka masła

Jajka z cukrem i cukrem wanilinowym ubijamy mikserem na gładką masę ( około 10 minut). Wciąż miksując wlewamy 7up lub Sprite i wsypujemy mąkę. Kiedy wszystko dokładnie się ze sobą połączy wlewamy masło roślinne, dodajemy proszek do pieczenia i mieszamy drewnianą łyżką. Ciasto dzielimy na dwie części. Do jednej dodajemy dwie łyżki mąki i miksujemy, a do drugiej dodajemy 3 łyżki kakao.
Na sam środek wysmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą tortownicy wylewamy po dwie łyżki jasnego ciasta i dwie łyżki ciemnego. Na zmianę.
Ciasto pieczemy około 55 minut w temperaturze 160 stopni.






Nie zapomnijmy o polewie! :) 
Czekoladę z mlekiem i masłem rozpuszczamy w kąpieli wodnej i polewamy nią ciasto. 



Miłego i smacznego poniedziałku! :)


sobota, 23 marca 2013

Urodzinowo.

Po prawie trzech dniach powróciłam do gry. Podłączyli mnie do świata. Miałam małą awarię internetu. Zatem witam ponownie. 

Wczoraj świętowaliśmy 48 urodziny mojego Taty. Postanowiłam zrobić mu małą niespodziankę. Tort waniliowo rumowy. Trochę przesadziłam z rumem, ale i tak jest dobry. Przepis znalazłam w książce, którą dostałam w prezencie od moich przyjaciół. 
Zaangażowałam w robienie tortu mojego Pawła, bo ja i moja leworęczność sprawiają, że jak przychodzi dzielić biszkopt na krążki to wychodzi to tak koślawo, że do niczego się już nie nadaje. Tak, to właśnie ja. 

Słodka kuchnia polska, strona 152, Tort waniliowo-rumowy (tylko dla dorosłych). 
Przepis trochę zmodyfikowałam, jak to ja. 

Składniki na biszkopt: 

* 4 jajka
* szklanka cukru
* 3 łyżki przegotowanej ciepłej wody
* opakowanie cukru waniliowego
* szklanka mąki krupczatki 
* opakowanie budyniu waniliowego 
* kopiata łyżeczka proszku do pieczenia 

Składniki na masę:

* słoik dżemu brzoskwiniowego albo morelowego 
* półtora kieliszka i dwie łyżki rumu ( ten rum, który ja znalazłam w domu jest bardzo hmm aromatyczny i trochę przesadziłam więc uważajcie na to) 
* 250 gram ciepłego, miękkiego masła
* szklanka cukru pudru 
* 2 żółtka

Dekoracja: 

I znowu można puścić wodze fantazji. Ja użyłam tabliczki gorzkiej czekolady, startej na grubej tarce, bitej śmietany i ażurków czekoladowych jak to się ładnie nazywa ( dla mnie to są i dalej pozostaną czekoladowe listki). 

Wykonanie: 

Żółtka z cukrem ucieramy na puch i dodajemy 3 łyżki ciepłej przegotowanej wody, cukier wanilinowy i ucieramy aż masa będzie puszysta. Dodajemy przesiane przez sito mąkę i budyń. Dodajemy ubite białka i proszek do pieczenia i delikatnie mieszamy  najlepiej drewnianą łyżką. Ciasto wylewamy do małej tortownicy wysmarowanej tłuszczem i posypaną bułką tartą. 
W książce pisze, że pieczemy 30 min w temperaturze 180 st. Ja miałam 160 stopni i po 30 minutach biszkopt był gotowy. 
Kiedy się upiecze odstawiamy w chłodne miejsce, żeby ciasto ostygło. 

Słoik dżemu lub konfitury przesmażamy z dwoma łyżkami rumu. 
Krem: masło ucieramy z cukrem pudrem i dodajemy stopniowo po jednym żółtku i powoli lejemy rum. 
Zimne ciasto dzielimy na 3 krążki. Spodni krążek smarujemy dżemem (lub konfiturami), drugi krążek, wierzch i boki smarujemy masą. Dekorujemy jak się komu podoba. W książce polecają czekoladową posypkę, a ja jak już mówiłam użyłam startej gorzkiej czekolady, bitej śmietany i czekoladowych liści. :) 
Tort najlepiej wstawić jeszcze od lodówki na jakąś godzinkę. Wtedy jest lepszy i lepiej się kroi. 








Smacznego! :)

wtorek, 19 marca 2013

Kurczakowe piersi z pieczarkami i serem.

Dziś się zebrałam w końcu w sobie i zrobiłam je. Chodziły za mną już od kilku dni, a biorąc pod uwagę fakt, że jutro mam egzamin, to dzisiejszy dzień jest idealny do siedzenia w kuchni. :) 
Piersi z kurczaka z pieczarkami, zapiekane z serem żółtym. 
W przygotowaniu są dość łatwe, czasu też jakoś specjalnie dużo nie zabierają. 
I co najważniejsze są  świetne w smaku. I mięso nie jest wysuszone! 

Co potrzebujemy do zrobienia takiego obiadu? 

* 1 podwójna pierś z kurczaka (zależy ile osób chce jeść, mi starczyło na 5 osób)
* czosnek granulowany 
* wegeta
* 7 pieczarek
* 1 cebula
* sól, pieprz do smaku 
* kostka żółtego sera
* majonez
* łyżka masła

Proponuję zacząć od obrania i pokrojenia pieczarek. Kroić jak się podoba - w kostkę, plasterki... 
Smażyć je z łyżką masła, drobno pokrojoną cebulą, solą i pieprzem do czasu aż będą miękkie.
W tym czasie pokroić pierś z kurczaka, delikatnie rozbić, natrzeć wegetą i czosnkiem. Ułożyć na blasze z piekarnika, którą wykładamy wcześniej folią aluminiową. 
Na piersi z kurczaka układamy pieczarki, smarujemy majonezem i  układamy ser. Tak przyrządzone wkładamy do piekarnika, dobrze nagrzanego na 170 stopni na około 15-20 min. 



Podawać z czym się podoba - polecam frytki albo ziemniaki i jakąś lekką suróweczkę. Tak podane mięso jest niesamowicie syte. Teraz to bym się chętnie zdrzemnęła. No ale. Pani dentystka czeka i prawo telekomunikacyjne też. 



Bon apetit! 

sobota, 16 marca 2013

Wu-zet-ka.

Dziś miał być przepis na pyszny obiad. Ale będzie jutro. A dziś? Zrobiłam wuzetkę.
Niby żadna filozofia, bo co to jest upiec ciasto kakaowe i przełożyć masą. Ale zrobić dobrą masę to jest sztuka. Z resztą wspominałam o tym w pierwszym poście. ;)

Zainspirowana wczorajszym przepisem na ciasto czekoladowym postanowiłam, że je dziś je zrobię, ale...
No właśnie. W domu znalazłam tylko jedną czekoladę i mnóstwo budyniów. Do głowy wpadł mi pomysł na wuzetkę. Przepis jak na ciasto czekoladowe, tylko bez czekolady. Masa budyniowa. Efekt proszę państwa smakowity. Jak widać na załączonym obrazku.
Trochę zabawy z tym jest, bo jak już ciasto się upiecze trzeba poczekać, aż się ostudzi, a potem przekroić na pół i przełożyć masą, która też się musi być zimna. Na koniec tego wszystkiego ciasto musi trochę poleżeć w chłodnym miejscu. No cóż, jeśli lubimy rozpieszczać swoje kubeczki smakowe to trzeba to znieść. Nie ma innego wyjścia.

Masa którą przełożyłam to ciasto jest masą z kromkowca/metrowca ciotki Uli.

Składniki na ciasto:
 * 6 jajek 
* małe masło roślinne (250g)
* 2 szklanki mąki
* szklanka cukru
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
* cukier wanilinowy 
* 3 łyżki kakao 


Na masę: 
* 0,5 l mleka (najlepiej 3,2%) 
* 1 budyń śmietankowy ( albo waniliowy) 
* 300 g masła
* 3/4 szklanki cukru pudru. 

Na polewę: 
* tabliczka gorzkiej czekolady
* 4 łyżki śmietanki 18% do zup i sosów

Masło roślinne roztopić w rondelku, odstawić do przestygnięcia.
Oddzielić białka od żółtek. Ubić białka na sztywną pianę, dodać szklankę cukru i cały cukier wanilinowy. Ubijać mikserem na gładką masę.
Do masy dodać wczęśniej oddzielone żółtka i ubijać mikserem. Następnie dodawać mąkę - wymiksować i dodać kakao.
Do powstałej masy wlewam masło roślinne i mieszam łyżką. Następnie dodaję proszek do pieczenia i znów mieszam łyżką. 
Całość przelać do brytfanki nasmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą.
Co do temperatury i czasu pieczenia - mój piekarnik szybko się nagrzewa i co za tym idzie spala mi caista. Ja ustawiam swój na termoobieg na 150 stopni i piekę około 45 minut. 
Ciasto ostudzić.

A teraz najlepsza część: masa. 
Do garnka wlać 300 ml mleka i zagotować. W pozostałych 200 ml rozpuścić budyń i dodać do tych 300 ml mleka kiedy zacznie się gotować. Ogień zmniejszyć, mieszać łyżką i zagotować. Odstawić i czekać, aż budyń będzie całkowicie zimny. Kiedy tak się już stanie ucieramy mikserem ciepłe, miękkie masło razem z cukrem pudrem i dodajemy po łyżce zimny budyń. 

Ciasto dzielimy na dwa piętra? Krążki? Zależy w czym je piekliście. Przekładamy masą, polewamy polewą czekoladową ( czekoladę połamać na kawałki i razem ze śmietanką rozpuścić w kąpieli wodnej). 





Co do dekoracji? Ja sobie wymyśliłam posypkę cukrową. Ale oczami wyobraźni widzę bitą śmietanę, owoce... A i można też przełożyć ciasto konfiturą z wiśni.



 
Nie robiłam dwóch ciast. Jedno z dużej brytfanki podzieliłam na pół coby było łatwiej przeciąć. :) 


piątek, 15 marca 2013

Czekoladowo.

Dziś miał być przepis na gorącą i pyszną przekąskę ale pogubiłam zdjęcia i dlatego będzie na słodko. 

Ciasto czekoladowe. Jest ktoś na świecie kto nie lubi czekolady? Jeśli tak to zazdroszczę. :) 
Czekolada jest podobno bardzo dobra na kaca, wywołuje u nas poczucie szczęścia i radości i do tego pysznie smakuje. Tyle rodzajów, tyle smaków!Czegóż chcieć więcej? 

Ciasto czekoladowe jest samo w sobie przepyszne i nie jest nawet tak bardzo słodkie jak mogłoby się wydawać. Chyba, że użyjecie czekolady mlecznej, ale to już wedle upodobań. 

Na dużą brytfannę lub dużą tortownicę (o średnicy ok 30 cm) potrzebujecie: 


Ciasto:
* 7 jajek 
* małe masło roślinne (250g)
* 2 i pół szklanki mąki
* półtorej szklanki cukru
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
* cukier wanilinowy 
* 3- 4 łyżki kakao 
* półtorej tabliczki gorzkiej czekolady 

Polewa czekoladowa:
* pół tabliczki gorzkiej czekolady
* 4 łyżki śmietanki 18% łaciatej (wiem, że pisze na niej do zup i sosów ale nie przejmujcie się tym) 


Masło roślinne roztopić w rondelku, odstawić do przestygnięcia. 
1 całą tabliczkę czekolady pokroić na kawałeczki.
Oddzielić białka od żółtek. Ubić białka na sztywną pianę, dodać szklankę cukru i cały cukier wanilinowy. Ubijać mikserem na gładką masę. 
Do masy dodać wczęśniej oddzielone żółtka i ubijać mikserem. Następnie dodawać mąkę - wymiksować i dodać kakao. 
Do powstałej masy wlewam masło roślinne i mieszam łyżką. Następnie wsyspuję kawałki czekolady i dodaje proszek do pieczenia i znów mieszam łyżką. 
Całość przelać do brytfanki nasmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą.
Co do temperatury i czasu pieczenia - mój piekarnik szybko się nagrzewa i co za tym idzie spala mi caista. Ja ustawiam swój na termoobieg na 150 stopni i piekę około 45 minut. 
Ciasto można posypać cukrem pudrem lub polać polewą. 
Polewa: 
Połamaną czekoladę razem ze śmietanką rozpuścić w kąpieli wodnej. Kiedy polewa gęstnieje polewam ciasto. Można posypać startymi orzechami. Ewentualnie polecam podanie z bitą śmietaną i owocami.







Do ciast dodaje tylko masło roślinne. Żadne inne, żaden olej. I co ważne dodawać je trzeba na samym końcu i mieszać łyżką. Dzięki temu ciasto jest naprawdę puszyste! 

Efekt tego taki, że nagle przyszła mi ochota na ciasto czekoladowe.

Jutro albo pojutrze będę robić piersi z kurczaka z pieczarkami zapiekane z serem. Trzymajcie kciuki. Jak nie spalę i wyjdzie smaczne dodam przepis. :) 

poniedziałek, 11 marca 2013

Roladki z kurczaka ze szpinakiem i fetą.

Dziś postanowiłam podrzucić Wam pomysł na pyszny obiad. Roladki z kurczaka ze szpinakiem i fetą. Palce lizać. 
Moi domownicy jakoś nigdy nie darzyli tej zielonej papki sympatią. Jak ich zatem przekonałam? 
Kluczem do sukcesu jest dobrze przyrządzony i przyprawiony szpinak. W połączeniu z mięsem, makaronem albo naleśnikiem jest naprawdę rewelacyjny! 
Podaję póki co przepis na roladki z kurczaka, bo z makaronem jest dużo zabawy, dużo brudnych garów i zrobienie tego zajmuje sporo czasu. Roladki robi się w miarę szybko, a to dziś ważne, bo zbliża się pora obiadowa. 


FARSZ:
* mrożony lub drobniutko posiekany świeży szpinak (mrożony miałam pakowany po 450g ale trochę mi tego zostało więc wystarcza około 250 - 300 gram)
* 2 łyżki masła
* 3 ząbki czosnku ( szpinak uwielbia czosnek więc go nie żałujcie!) 
* kostka sera feta 200g
* pieprz, sól do smaku

RESZTA: 
*  2 podwójne piersi z kurczaka
* 2 jajka, bułka tarta, mąka
* olej do smażenia 
* wegeta


Na głębokiej patelni rozpuścić masło. Dodać 3 ząbki czosnku drobno posiekanego. Podsmażać przez chwilę, po czym dodać szpinak. Całość gotować do uzyskania jednolitej konsystencji. Zmniejszyć ognień na najmniejszy i dodać rozdrobniony widelcem serek feta. Całość wymieszać, doprawić solą i sporą ilością pieprzu, odstawić. 
Piersi z kurczaka pokroić na plastry, rozbić delikatnie, posypać wegetą. Na plastry układać szpinak i delikatnie zawijać mięso. Obtoczyć najpierw w mące, potem w jajku z odrobiną pieprzu, na koniec w bułce tartej. 
Kiedy olej będzie dobrze rozgrzany ułożyć roladki. Smażyć na wolnym ogniu na złocisty kolor.

Podawać z czym się podoba. ;) w mojej wersji to były tłuczone ziemniaki i buraczki.



Nic innego mi nie pozostaje jak życzyć Wam smacznego i miłego dnia! 


niedziela, 10 marca 2013

Kulinarny łańcuszek szczęścia.

Ciasto Watykańskie jest kulinarnym łańcuszkiem szczęścia. Przyjęłam zaczątek od ciotki i nie wiedziałam na co się piszę. Otóż do ciasta dodaje się różne składniki i to przez cały tydzień. Zaczynamy w poniedziałek, kończymy pieczeniem w niedzielę.
W łańcuszki szczęścia nie wierzę i nie mam zamiaru uwierzyć. Zrobiłam je, ponieważ w smaku jest rewelacyjne. Odłożyłam tylko jedną część dla osoby, która mnie o to poprosiła.

Aby je upiec musicie otrzymać zaczątek od kogoś ponieważ samemu jest go trudno zrobić. Jeśli ktoś by chciał to proszę się zgłosić to załatwię dla niego od tej osoby, która dostała ode mnie.

Poniedziałek: Ciasto przekładamy do większej miski,m dodajemy 250 g cukru, przykrywamy ściereczką i zostawiamy w temperaturze pokojowej.

Wtorek: Wlewamy 250 ml mleka i NIE MIESZAMY..

Środa: Dodajemy 250 g mąki i NIE MIESZAMY.

Czwartek: Moja ulubiona część, która mnie najbardziej śmieszyła - zamieszać rano, w południe i wieczorem.

Piątek: Dodajemy 250 g cukru i NIE MIESZAMY.

Sobota: Zamieszać drewnianą łyżką. Ciasto rozdzielamy na 4 części z czego 3 części rozdajemy dobrym ludziom na szczęście (najpóźniej w poniedziałek). No cóż pominęłam to, dałam tylko jednej osobie.

Niedziela: Do swojej części dodajemy: 200 ml oleju, 250 g mąki, 3 całe jajka, pół proszku do pieczenia, pół  łyżeczki soli, 1 cukier wanilinowy, trochę cynamonu, rodzynki, 2 starte jabłka, startą czekoladę, Pieczemy 45 minut w temp. 180 stopni.

Dopiski: Aby ciasto się udało, należy przestrzegać zasad:
- Nie lubi metalu
- Należy mieszać plastikową lub drewnianą łyżką (nie używać miksera)
- Przechowywać w temperaturze pokojowej
- Pojemnik przykryć ściereczką

Ciasto pochodzi z Watykanu i przynosi szczęście całej rodzinie. Piecze się go raz w życiu i spełnia życzenia całej rodziny. Oddając pozostałe części, podaruj przepis. Przed jedzeniem pomyśl życzenie.

Wychodzi na to, że będę miała pecha. Trudno. Póki się w takie rzeczy nie wierzy, to się nie spełniają. PODOBNO.
Ciasto udekorowałam bitą śmietaną i sosem czekoladowym. Nie pomyślałam życzenia i jeszcze żyję. :)



Dobrej nocy. :) 


czwartek, 7 marca 2013

Faworki, chruściki czy chrust?

Zwykle ludzie sobie o nich przypominają w okresie karnawału i Tłustego Czwartku. 
Faworki, chruściki, chrust - jak kto woli. Chrupiące i słodkie ciasteczka, które wyglądają lub wyglądać powinny jak kokardki, posypane cukrem pudrem. Zjadane ze smakiem z dżemem lub marmoladą. Szczerze? Ja za tym nie przepadam. Ale u mnie w domu są pochłaniane z prędkością światła. 

Aby je zrobić potrzeba trochę czasu. I siły w rękach na wyrobienie ciasta. 
Przepis ten jest przepisem mojej Babci. 
Proporcje składników zależą od tego ile faworków chcemy uzyskać. Z tych podanych niżej zwykle mi wychodzą trzy kopiate talerze (pierwszy talerz zazwyczaj znika w trakcie pieczenia drugiej porcji). 

Na zrobienie chrustu potrzebujesz: 

* około 700 g mąki 
* małą kwaśną śmietanę 18%
* 9 żółtek
* 2-3 kieliszki wódki 
* łyżkę miękkiego masła ( mogą być dwie jeśli ciasto będzie za twarde)
* 2 cukry wanilinowe
* 4 łyżki cukru pudru
* 1l oleju do smażenia (lub około 2kg czystego smalcu)

Mąkę wysyp na stolnicę, dodaj całą śmietanę, cukier puder, cukry wanilinowe i masło. Białka oddziel od żółtek. Do żółtek dodaj wódkę i mieszamy. Następnie wylej powstałą miksturę na mąkę i resztę składników. Teraz najgorsze - przynajmniej dla mnie - wyrób ciasto, tak aby wszystkie składniki dokładnie połączyły się ze sobą. Pamiętaj, że w trakcie wyrabiania ciasta musisz podsypywać mąką stolnicę, żeby ciasto się do niej nie przyklejało.
Kiedy poznać, że ciasto jest już gotowe? To proste - wtedy kiedy nie lepi się już do rąk. 
Wtedy bierzesz do rąk wałek i rozwałkowujesz ciasto, tak aby było cienkie. Pokrój w prostokąty, które na środku natnij. Przez powstałe nacięcie przewlekasz jeden koniec ciasta. 
Do dobrze rozgrzanego oleju, wrzucaj po kilka faworków. Garnek powinien być głęboki, tłuszczu też sporo żeby smażące się faworki nie dotykała dna.
Smaż na złoty kolor i wyciągaj na ręcznik papierowy, żeby ciacho obciekło z tłuszczu. Przełóż na talerz i kiedy faworki wystygną posyp cukrem pudrem. Obficie. Nie żałuj sobie. :)  







Teraz korzystając z wolnego dnia przenoszę się do Siedmiu Królestw wykreowanych przez George'a R.R. Martina.

Miłego i smacznego dnia! :)

wtorek, 5 marca 2013

Słodki kwas.

Na dzień dobry, chcę podziękować najpiękniej jak umiem Paulinie B. za pomoc przy zmienianiu wyglądu bloga. Wczoraj przez półtorej godziny męczyłyśmy się niemiłosiernie, a za każdym razem wychodził większy chaos. Koniec końców udało się doprowadzić bloga do aktualnej wersji, bo skoro to ma być blog o gotowaniu i pieczeniu to musi być smakowicie. Mam nadzieję, że efekt został osiągnięty i zrobiło się przytulniej.

Dziś chcę wam przedstawić przepis na szybki i pyszny deser. Ma on konsystencję delikatnego musu, jest niezwykle lekki, troszkę kwaskowaty ale naprawdę pyszny. Do jego zrobienia (na 4 porcje) potrzebujecie:

* 1 kefir (400g)
* 1 galaretkę o smaku kiwi
* 1 kiwi, bitą śmietanę i sos czekoladowy do dekoracji

Galaretkę rozpuszczamy w połowie wody podanej na przepisie z tyłu opakowania, dokładnie mieszamy, do całkowitego rozpuszczenia się i odstawiamy do ostygnięcia. Kefir należy wlać do miski i miksować do czasu, aż się spieni. Galaretkę (może być lekko ciepła) powoli wlewamy do kefiru cały czas miksując.  Przelewamy do szklaneczek i wstawiamy do lodówki.

Deser tężeje dość szybko, więc po dwóch godzinach możecie się cieszyć jego smakiem. Przed podaniem dekorujemy bitą śmietaną, pokrojonym kiwi i całość polewamy czekoladowym sosem.




Oczywiście nie jest powiedziane, że to MUSI być galaretka o smaku kiwi i kiwi do dekoracji. Jeśli ktoś nie przepada za tym owocem, to świetnie sprawdzą się też inne smaki i inne owoce.

W trakcie robienia tego "ptasiego mleczka" odkryłam, że mój mikser oszalał. Wsadziłam go do kefiru i włączyłam. Nagle połowa kefiru znalazła się na mnie i na ścianach. Okazuje się bowiem, że mikser odmawia mi już posłuszeństwa i jak najszybciej chce wykonać powierzone mu zadanie, bo włącza się od razu na najwyższe obroty. Zamęczyłam go. Trudno.

Życzę Wam zatem smakowitego i spokojnego wieczoru!

BON APETIT!

poniedziałek, 4 marca 2013

Słowem wstępu.

Po intensywnych przemyśleniach oraz konsultacjach z ważnymi dla mnie ludźmi - oto powstał. 
Mój własny blog. Blog Groszka o gotowaniu. 

Jak zaczęła się moja przygoda z gotowaniem? Zawsze kiedy mama lub babcia gotowały w kuchni, wypraszały mnie mówiąc "Nie plątaj się pod nogami", " Nie przeszkadzaj", "Nie ruszaj bo się poparzysz". 
Do garów dorwałam się stosunkowo niedawno - bo jakieś 6 lat temu. Rodzice wyjechali na wakacje, a babcia stwierdziła, że "Rób co chcesz, jak Ci nie wyjdzie to się przekonasz". No cóż, wyszło i to dokładnie tak jak chciałam. Babcia zaniemówiła. Stwierdziła tylko, że to pewnie szczęście początkującego.
A moim pierwszym daniem było spaghetti bolognese. 

To "szczęście początkującego" trwa do dziś. Uwielbiam gotować, a niecały rok temu okazało się, że piekę też nie najgorzej. 

Przygoda z pieczeniem zaczęła się od stosunkowo prostego w wykonaniu ciasta z owocami. Kiedy tylko pojawią się pyszne polskie truskawki, borówki, poziomki czy śliwki zdradzę wam przepis na to łatwe, szybkie i smakowite ciasto. Kiedy owoce sezonowe się skończyły zabrałam się za ciasta z masą. Masy okazały się prawdziwym wyzwaniem. Masy zszargały mi nerwy. Kiedy masło w kremie kakaowym (krem był przeznaczony na tort urodzinowy mojej mamy ) ścięło się po raz pierwszy przekonałam samą siebie, że to pierwszy raz i potem będzie tylko lepiej. Lecz kiedy robiłam jakieś 2 tygodnie później ten sam tort na imieniny mamy i znowu zrobiło się to samo, dostałam regularnego szału. :) Sytuację musiał opanować mój tata, który chcąc iść w końcu spać w spokoju o północy zrobił mi masę. I wyszła! 
Mimo tego uwielbiam piec ciasta. Najróżniejsze. Pomaga mi w tym rewelacyjna książka kucharska z samymi przepisami na ciasta i inne desery, którą dostałam w prezencie od swoich fantastycznych przyjaciół. 

A przedwczoraj pierwszy raz robiłam kromkowca/metrowca. I wyszedł przepyszny. 

Faworyzuje pieczenie ciast.  Ale i pieczenie i gotowanie sprawia mi wiele przyjemności.

Na tym blogu chcę zamieszczać przepisy, zdjęcia i opisy moich kuchennych perypetii.  

ZAPRASZAM BARDZO GORĄCO DO CZYTANIA.